Prezydent Donald Trump zadłużył Amerykę na tyle, że dług przekracza już cały produkt krajowy brutto kraju, a jeden z akademików ostrzega, że nadchodzi czas płacenia rachunków.
„Jeśli nie zmienimy kursu, dług będzie się tylko powiększał – i to szybko" – napisał starszy pracownik naukowy Brookings Institution William Galston we wtorek dla „The Wall Street Journal". „Kongresowe Biuro Budżetowe szacuje, że zmierzamy ku nagromadzeniu ponad 24 bilionów dolarów długu w ciągu następnej dekady, co da łącznie 56 bilionów dolarów – 120 procent szacowanego PKB w 2036 roku."
Dodał: „Te liczby są tak duże, że trudno pojąć, co oznaczają. Jednym z kluczowych wskaźników są koszty finansowania tego rosnącego zadłużenia. Dwadzieścia pięć lat temu odsetki od długu narodowego wynosiły 2 procent PKB. W tym roku pochłoną 3,3 procent; za dekadę – 4,6 procent."
Galston przeanalizował liczby pod kątem tego, jak wpłyną na zwykłych Amerykanów. Do 2036 roku USA zwiększy wydatki na odsetki od długu z 1 biliona do 2,1 biliona dolarów, co stanowi prawie jedną piątą całego budżetu federalnego. Oznacza to, że do tego czasu „ponad 2 na każde 3 pożyczone dolary będą przeznaczane na finansowanie odsetek od długu. Im dłużej to trwa, tym gorzej."
Ponieważ prezydent Clinton współpracował z obiema partiami w Kongresie, tak że do 2001 roku dług spadł do zaledwie 32 procent PKB, Galston argumentował, że obecny kryzys nie jest nierozwiązywalny. Wyraził poparcie dla niedawnego dwupartyjnego planu 14 kongresmenów, po połowie z każdej partii, aby „zobowiązać kraj do zmniejszenia deficytu budżetowego do 3 procent PKB i utrzymania go na tym poziomie lub poniżej."
Popierając ten cel, Galston wezwał jednak również do pragmatyzmu.
„Poważne wysiłki zmierzające do spowolnienia, a następnie zatrzymania wzrostu długu publicznego wymagałyby redukcji popularnych programów, zwiększenia dochodów z podatków oraz wzrostu gospodarczego, a także przekazania niektórych programów federalnych stanom" – napisał Galston. „Biorąc pod uwagę, jak trudna jest sytuacja pracujących i klasy średniej w dzisiejszych czasach, zamożni Amerykanie musieliby ponieść znaczną część ciężaru."
Dodał: „Polityczna wersja przysięgi Hipokratesa – po pierwsze, nie szkodzić – byłaby dobrym punktem wyjścia. Jeśli administracja Trumpa chce zwiększyć wydatki na obronę o ponad 400 miliardów dolarów w przyszłym roku budżetowym, powinna określić, jak można to zrobić bez zwiększania deficytu. To samo dotyczy demokratów, którzy chcą zwiększyć wydatki krajowe powyżej obecnych poziomów. Jeśli Kongres nie jest skłonny zaakceptować potrzebnych kompensat, nie powinien zwiększać wydatków."
Galston podsumował: „Nic z tego nie wydarzy się bez prezydenta, który jest gotowy przekonać obywateli, że kontrolowanie długu jest najwyższym priorytetem."
Galston nie jest osamotniony wśród „jastrzębi budżetowych", którzy są zaniepokojeni rosnącym zadłużeniem.
„Biden zwiększył wydatki, zwłaszcza pod koniec swojej kadencji" – napisał w zeszłym miesiącu Nick Gillespie z „Reason". „Trump robi to samo. Tak, naciska na cięcia niektórych rodzajów wydatków, ale w sumie to tylko coraz więcej czerwonego atramentu, dokąd okiem sięgnąć – tendencja, która była dla niego charakterystyczna podczas pierwszej kadencji, zarówno przed, jak i po pandemii."
Gillespie dodał: „W rzeczywistości wydatki federalne za Trumpa wzrosły o 1 441 dolarów na osobę, zanim COVID w pełni odkręcił kurek. Z 7,8 biliona dolarów nowego długu, który zatwierdził w swojej pierwszej kadencji, mniej niż połowa była związana z pomocą w związku z COVID. I według wszelkich wskazań – w tym jego niedawnej propozycji budżetowej, która zakłada rekordowo wysoki budżet obronny w wysokości 1,5 biliona dolarów – Trump zamierza zatwierdzać coraz większe kwoty wydatków aż do wygaśnięcia jego kadencji w 2029 roku."


