Sekretarz stanu Ohio Frank LaRose popierał politykę wyborczą utrudniającą głosowanie z zagranicy — a następnie jego własna zagraniczna karta do głosowania została odrzucona.
Według Statehouse News Bureau: „Na początku kwietnia, gdy ... LaRose był oddelegowany z Gwardią Narodową Armii Ohio w Europie, oddał głos w majowych prawyborach. Śledził swój zagraniczny głos w taki sam sposób, w jaki radził wszystkim mieszkańcom Ohio oddającym głosy korespondencyjnie. Rzecznik LaRose'a, Ben Kindel, powiedział, że gdy karta do głosowania nie dotarła do dnia wyborów, LaRose udał się do lokalnego okręgu wyborczego i osobiście oddał głos tymczasowy."

Zgodnie z prawem Ohio, zagraniczne karty do głosowania mają jedynie czterodniowy okres tolerancji na dotarcie — co, mimo że jest lepsze niż inne rodzaje głosowania korespondencyjnego, które muszą dotrzeć do dnia wyborów — jest krótsze niż okna czasowe w wielu innych stanach dla kart prawidłowo ostemplowanych na czas.
LaRose był gorącym zwolennikiem tego ograniczenia, które przed niedawnym ustawodawstwem wynosiło znacznie bardziej niezawodne 10 dni na dostarczenie korespondencji.
Prawo Ohio zezwala na oddanie głosu tymczasowego w takiej sytuacji, dając LaRose'owi koło ratunkowe, aby jego głos ostatecznie został policzony — ale nie każdy jest tak skrupulatny lub ma tyle szczęścia: „Senator Bill DeMora (D-Columbus) powiedział, że LaRose, który w ostatnich latach lobbował za bardziej rygorystycznymi przepisami dotyczącymi głosowania korespondencyjnego dla większości mieszkańców Ohio, miał przewagę, mogąc oddać ten głos tymczasowy, której wielu żołnierzy nie miało. 'Frank LaRose, który to forsował, mógł zjeść ciastko i mieć ciastko' — powiedział DeMora w wywiadzie."
Wszystko to dzieje się w momencie, gdy Sąd Najwyższy rozważa sprawę z Missisipi, która mogłaby całkowicie znieść takie okresy tolerancji, znacznie utrudniając głosowanie korespondencyjne.


