Politico donosi, że prawnik Departamentu Sprawiedliwości zająknął się i stanął w miejscu, gdy poproszono go o uzasadnienie niekonstytucyjnego przejęcia władzy przez prezydenta Donalda Trumpa.
Czwartkowa konferencja przedprocesowa dotycząca pozwu Maurene Comey przeciwko administracji Trumpa w związku z jej zwolnieniem latem ubiegłego roku przyniosła żenujący moment dla prawniczki, gdy zapytano ją o problematyczne konsekwencje przyznania Trumpowi uprawnień do zwalniania federalnych pracowników z powodów tak kontrowersyjnych jak ich powiązania rodzinne. W przypadku Maurene Comey, Comey twierdzi, że jej pokrewieństwo z nękającym kłopotami byłym szefem FBI Jamesem Comeyem było powodem jej zwolnienia.
Comey, wieloletnia federalna prokurator na Manhattanie, została nagle zwolniona bez wyjaśnienia za pomocą listu powołującego się wyłącznie na Artykuł II Konstytucji, który określa uprawnienia prezydenta, jako podstawę jej zwolnienia. W swoim pozwie twierdziła, że straciła pracę „wyłącznie lub w znacznej mierze dlatego, że jej ojcem jest były dyrektor FBI James B. Comey, lub z powodu przypisywanej jej przynależności politycznej i przekonań, lub z obu tych powodów."
Prawniczka DOJ Karen Lesperance argumentowała przed sądem na przesłuchaniu przedprocesowym, że zwolnienie Comey było zasadne „nawet jeśli istniały motywacje polityczne."
Następnie Politico donosi, że „sędzia federalny Jesse Furman naciskał na Lesperance, pytając, czy istnieją jakiekolwiek ograniczenia uprawnień prezydenta wynikających z Artykułu II. Czy prezydent mógłby na przykład zdecydować się na zwalnianie ludzi w celu stworzenia »wyłącznie białej władzy wykonawczej? Albo wyłącznie czarnej?« — zapytał."
„Lesperance zająknęła się w odpowiedzi" — donosi Politico, ostatecznie mówiąc: „Nie mogę odpowiadać w imieniu rządu."
Sędzia Furman odpowiedział: „Jest pani tutaj jako przedstawicielka rządu."
Sprawa Comey uwypukla szerszy kryzys konstytucyjny związany z wykorzystaniem przez Trumpa uprawnień z Artykułu II do oczyszczania szeregów federalnych pracowników.
Eksperci prawni ostrzegali, że niekontrolowane uprawnienia prezydenta do zwalniania pracowników zagrażają niezależności agencji federalnych i ochronie służby cywilnej ustanowionej ponad sto lat temu. Niemożność DOJ do sprecyzowania granic uprawnień Trumpa do rozwiązywania umów — jak wykazało to w sali sądowej sędziego Furmana — sugeruje, że administracja może przekraczać granice konstytucyjne dalej niż poprzednie administracje.
Pozew Maurene Comey jest jednym z kilku wyzwań dotyczących decyzji personalnych Trumpa. Jej sprawa stawia fundamentalne pytania o to, czy prezydent może zwalniać federalnych pracowników wyłącznie na podstawie powiązań rodzinnych lub przekonań politycznych, a nie wyników pracy. Hipotetyczne pytanie sędziego o „wyłącznie białą" lub „wyłącznie czarną" władzę wykonawczą podkreśla stawkę: bez wyraźnych ograniczeń uprawnień wynikających z Artykułu II, prezydenci mogliby teoretycznie wykorzystywać masowe zwolnienia do przekształcenia rządu federalnego według linii partyjnych lub dyskryminacyjnych, podważając system służby cywilnej zaprojektowany w celu ochrony rządu przed wyłącznie polityczną kontrolą.


