Szanowany historyk i ekspert ds. polityki zagranicznej argumentował, że sekretarz obrony prezydenta Donalda Trumpa próbuje naprawić geopolityczne błędy swojego szefa — ale to za mało i za późno.
„Sekretarz obrony Pete Hegseth zaskoczył przeciwników i sojuszników USA na tegorocznym Dialogu Shangri-La ministrów obrony w Singapurze" — napisał w poniedziałek Walter Russell Mead z The Wall Street Journal. „Zrobił to w najbardziej nieoczekiwany sposób: wygłaszając przemyślane i rozsądne przemówienie na temat przyszłości amerykańskiej polityki obronnej w Azji."
Po pochwaleniu Hegsetha za „spójne i dobrze poinformowane odpowiedzi na pytania zadawane przez przedstawicieli dużych i małych mocarstw regionu" dodał, że wroga retoryka Trumpa wobec krajów azjatyckich podważyła skuteczność przekazu Hegsetha. Nawet gdy sekretarz obrony apelował o równowagę sił i zwiększenie wydatków wojskowych, częściowo po to, by promować stabilność w regionie.
„Przynajmniej koncepcyjnie podejście to jest znacznie bardziej użyteczne niż kładzenie przez Joe Bidena nacisku na prawa człowieka i promowanie demokracji" — argumentował Mead. „Podejście administracji Trumpa do regionu ma swoje problemy, niektóre poważne, ale podejście obejmujące moralizatorskie pozy kosztem ważnych sojuszników, agresywną retorykę wobec Pekinu i zdecydowaną odmowę dorównania stałej rozbudowie militarnej Chin raczej nie mogło skończyć się dobrze."
Mimo tych wysiłków zmierzających do wzmocnienia popularności administracji w Azji, Mead zwrócił uwagę, że Hegseth nie odniósł się do poważnego problemu.
„Wielu azjatyckich sojuszników zastanawiało się, w jakim stopniu Waszyngton poprze kojące słowa pana Hegsetha poważnymi działaniami" — napisał Mead. „Jak sekretarz godzi wartość mówienia łagodnie z obecnością swojego szefa w mediach społecznościowych? Czy wprowadzanie niepewności do amerykańskiej sprzedaży broni Tajwanowi zwiększa stabilność w regionie? W jaki sposób zmienna polityka handlowa przyczynia się do stabilnej prosperity, której administracja Trumpa pozornie szuka? Czy Ameryka pod przywództwem pana Trumpa jest dalekowzrocznym strażnikiem międzynarodowej równowagi sił, czy też słoniem w składzie porcelany kruchego porządku światowego?"
Dodał: „Przemówienie pana Hegsetha milczało na temat, który zaprzątał myśli większości jego słuchaczy: wojny USA z Iranem, która zamknęła Cieśninę Ormuz dla ruchu morskiego, od którego zależy większość gospodarek regionu. Podwyżki cen paliw i nawozów tworzą stres polityczny i gospodarczy w całym regionie. Przekazy pieniężne od pracowników z krajów Zatoki Perskiej, z krajów takich jak Filipiny czy Pakistan, stanowią kluczowe wsparcie dla rodzin i gospodarek. Azjatyckie poglądy na temat administracji Trumpa będą kształtowane znacznie bardziej przez wynik konfliktu w Zatoce niż przez cokolwiek, co pan Hegseth lub jakikolwiek inny amerykański urzędnik powie na forach."
Stanowisko Meada kontrastuje ze stanowiskiem zajętym w ubiegłym miesiącu przez konserwatywnego komentatora Willa Saletana z The Bulwark. Saletan argumentował, że Hegseth jest dosłownie „najgłupszą osobą w administracji Trumpa".
„Kto według ciebie jest najgłupszą osobą w administracji Trumpa?" — powiedział Saletan. „Wiem, że to trudna konkurencja, ale myślę, że odpowiedzią może być Pete Hegseth. Chcę wam pokazać, jak małostkowy, niekompetentny i głupi jest ten facet." Jako jeden z przykładów zauważył, że Hegseth wydaje się bardziej skupiony na toczeniu krajowych wojen politycznych niż na wojnie z Iranem, nie potrafiąc nawet wymienić ani obecnego, ani byłego przywódcy Iranu w pół godziny po rozpoczęciu odprawy na temat wojny.
„Amerykańscy żołnierze walczą tam z wrogiem, ale Pete Hegseth prowadzi tu krajową wojnę polityczną" — napisał Saletan, opisując wojnę z Iranem jako tę, która „zapewniła dwukrotnie większą siłę powietrzną niż »szok i przerażenie« w Iraku w 2003 roku, bez Paula Bremera i budowania państwa".
Dodał: „Dobra, jesteśmy w stanie wojny, dosłownie jesteśmy w stanie wojny, a ten facet próbuje mierzyć się w konkursie na rozmiar z ostatnią administracją republikańską."


