Kluczowa współpracowniczka zmarłego finansisty i handlarza dziećmi Jeffreya Epsteina ujawniła, że pomogła mu nawiązać kontakt z prezydentem Donaldem Trumpem – poinformował we wtorek Politico – choć zaprzeczyła, jakoby miało to miejsce w czasie, gdy Trump był prezydentem.
Współpracowniczka, była sekretarka Lesley Groff, „przebywa na Kapitolu, aby zeznawać przed komisją ds. nadzoru w ramach trwającego dochodzenia w sprawie Epsteina" – podał serwis. Choć Trump zaprzeczył jakimkolwiek nieprawidłowościom związanym z Epsteinem i twierdził, że zerwał z nim kontakty wiele lat temu, gdy dowiedział się o jego wykorzystywaniu dzieci, „Demokraci wielokrotnie kwestionowali, czy administracja pracowała nad zatajeniem dowodów na istnienie trwającej relacji" – twierdzenie, dla którego oś czasu dostarcza pewnych dowodów.

Groff ze swojej strony stwierdziła, że zorganizowała „wiele" rozmów telefonicznych między Trumpem a Epsteinem przed tym, jak ten pierwszy został prezydentem, lecz podobno powiedziała też ustawodawcom, że rozmowy te nie były zbyt częste.
Mimo to demokratyczni ustawodawcy podejrzewają, że Groff, która odegrała ogromną rolę w organizowaniu schematów handlu dziećmi przez Epsteina, nie była do końca szczera w swoich zeznaniach – między innymi dlatego, że zaprzeczyła, jakoby miała bezpośrednią wiedzę o tym, czym się zajmował podczas organizowanych przez nią wydarzeń.
„Był zarejestrowanym przestępcą seksualnym, a ona organizowała młodym kobietom masaże u zarejestrowanego przestępcy seksualnego i po prostu zastanawiam się, czy może ona słusznie i zgodnie z prawdą utrzymywać, że nie widziała niczego niewłaściwego" – powiedział poseł Stephen Lynch (D-MA). Poseł James Walkinshaw (D-VA) zgodził się z nim, mówiąc Politico, że nie jest „nawet w przybliżeniu wiarygodne", że nic nie wiedziała.
Akta sprawy Epsteina były głównym przedmiotem zainteresowania od czasu, gdy Trump ponownie objął urząd. On i jego współpracownicy początkowo zobowiązali się do ich ujawnienia, by następnie opierać się temu mimo rosnącej presji społecznej – aż do czasu przytłaczającego dwupartyjnego głosowania w Kongresie zmuszającego do ich ujawnienia. Nawet wówczas urzędnicy Departamentu Sprawiedliwości są oskarżani o nielegalne opóźnianie tych ujawnień.
