Z pojawieniem się postaci, wokół której społeczeństwo obywatelskie może się zjednoczyć, można teraz powiedzieć: bitwa się rozpoczęła.
Risa Hontiveros nie mogłaby być bardziej idealna do tej roli. Przede wszystkim jest gotowa, chętna i zdolna. Nie jest osobą, która zabiega o przywództwo, ale gdy obowiązek wzywa, staje na wysokości zadania i robi to z właściwych powodów.
To cecha, którą dostrzeżono z opóźnieniem. Niskie wyniki Hontiveros w sondażach, postrzegane wcześniej krótkowzrocznie, wydają się już nie mieć znaczenia — co sugeruje mi, że wreszcie pojawiła się świadomość, iż naród stoi przed moralną walką i że wymaga ona sprawiedliwego przywódcy.
Wyboru dokonała koalicja ugrupowań politycznych i organizacji praw człowieka. Nie jest zwykłą rzeczą, by taki wybór przeszedł bez sprzeciwu w opozycji złożonej z grup zawsze rywalizujących o dominację — to właśnie powód, dla którego nie są w stanie się zjednoczyć. Rzadki konsensus wokół Hontiveros wynika, jak sądzę, z tego, że jest ona dokładnym przeciwieństwem swojej rywalki.
W przeciwieństwie do Hontiveros, która pokornie czeka na wezwanie, Sara Duterte pała żądzą prezydentury — otwarcie i desperacko. Ale tę kwestię zostawmy na później i skupmy się tymczasem na najbardziej istotnym punkcie porównania — wartościach. Pod tym względem jeden przerażający fakt mówi wszystko o Duterte: jest córką swojego ojca — to wszystko we krwi.
Patriarcha rodziny Duterte, Rodrigo, pozostawił długi ślad ofiar — pozasądowych zabójstw w ramach jego wojny z narkotykami — w czasie swojej prezydentury (2016–2022). W rzeczywistości przebywa on obecnie w areszcie w Hadze w Holandii, oczekując na proces przed Międzynarodowym Trybunałem Karnym pod zarzutem „zbrodni przeciwko ludzkości" za te dziesiątki tysięcy morderstw.
Autokracja, korupcja i zdrada stanu definiowały jego reżim. Umożliwił to wszystko, podporządkowując sobie instytucje poprzez patronat i groźby.
Skandal o wartości biliona peso, w ramach którego pieniądze podatników przeznaczone na projekty przeciwpowodziowe — wiele z nich istniejących jedynie na papierze — trafiły do kieszeni faworyzowanych wykonawców i skorumpowanych urzędników, wydaje się mieć swój początek w momencie, gdy objął on urząd prezydenta. Był przeprowadzony przez sieć spisku tak rozległą, a zarazem — ponieważ wszyscy byli zadowoleni — tak dobrze chronioną, że wyszło to na jaw dopiero teraz.
Już na początku swojego rządu prezydent Duterte oddał Chinom suwerenność nad Morzem Zachodniofilipińskim. Zdrada ta utorowała drogę do wojskowej kontroli Chin nad tymi wodami oraz ich handlowych i politycznych wtargnięć w głąb lądu w celu realizacji neoimperialistycznych planów.
Biorąc pod uwagę bogactwo, jakie te wody oferują w postaci zasobów żywnościowych i złóż gazu, nie wspominając o ich strategicznym znaczeniu jako międzynarodowej drogi wodnej, nie powinno być trudno wyobrazić sobie, jak głębokie jest chińskie pożądanie tych terenów i jaką cenę Pekin może być gotów zapłacić, aby utrzymać klienta takiego jak Duterte. Tego rodzaju układ z pewnością kosztuje.
Dbając o to, by zachować w tajemnicy swój majątek pochodzący z podejrzanych źródeł i uniknąć konieczności rozliczenia się z niego, Rodrigo i jego rodzina zdecydowali się ponieść koszty jego obrony w Hadze, rezygnując z jakiejkolwiek pomocy sądowej uzależnionej od udowodnienia braku środków finansowych. Same honoraria adwokatów sięgają blisko dwóch miliardów peso rocznie.
Biorąc również pod uwagę charakter uprawianej przez nią polityki i skielety w szafie, które zgromadziła dynastia Duterte, musi ona wydawać ogromne sumy na propagandowe kłamstwa, aby utrzymać się przy władzy i uniknąć ścigania sądowego — Rodrigo ma syna, wnuka i siostrzeńca w Izbie Reprezentantów; urząd burmistrza Davao City, rodzinna franczyza od ponad trzech dekad, sprawowany jest przez syna.
Jednak to Sara będzie wymagać kosztownego wsparcia, zwłaszcza w najbliższej i średnioterminowej perspektywie. Jako wiceprezydent jest, jak to się mówi, o jeden krok od prezydentury, ale i tak nie może doczekać się, by ją zdobyć. W przejawu bezkarności, jakiego nie widziano poza cechami charakterystycznymi dla Duterte, ogłosiła, że wynajęła zabójcę do zabicia prezydenta, gdy ten zerwał sojusz polityczny z jej rodziną.
Jednocześnie, w słabo ukrywanym lekceważeniu prawa, przedwcześnie ogłosiła kandydaturę na prezydenta w wyborach 2028 roku i od tamtej pory promuje się w mediach społecznościowych. Kampania nabrała charakteru desperacji, co niewątpliwie ma związek z kłopotami, w jakie ostatnio się wplątała — kłopotami, które mogą pokrzyżować jej plany.
W przyszłym miesiącu Sara Duterte ma stawić się przed Senatem ukonstytuowanym jako trybunał impeachmentowy, oskarżona o groźbę śmierci wobec prezydenta oraz o sprzeniewierzenie setek milionów peso z kieszeni podatników. Praktycznie przyjmuje się za pewnik, że przy składzie sądu wypełnionym lojalistami Duterte, z których niektórzy sami mają sprawy korupcyjne i — można sobie wyobrazić — liczą na kolejną prezydenturę Duterte, która ich z nich wyciągnie, wymaganych dwóch trzecich głosów (16 z 24) do skazania nie uda się zebrać. Niemniej jednak w jawnym procesie, transmitowanym na żywo w całym kraju, przy dowodach nie pozostawiających wątpliwości, już zapowiedzianych na przesłuchaniach przedprocesowych w Izbie Niższej, proces mógłby mieć decydujące znaczenie w głosowaniu prezydenckim.
Jak się składa, Hontiveros, jako senator, będzie wśród orzekających. Gdyby Duterte z tego powodu podniosła kwestię konfliktu interesów, wyglądałaby śmiesznie i naprawdę desperacko — w istocie byłaby wykluczona z podnoszenia takiego zarzutu — gdyż impeachment jest uznawany za proces polityczny, a nie sądowy. Tym, czego Duterte powinna się obawiać, jest nieustanne przebywanie w tym samym pomieszczeniu co Hontiveros, na oczach całego elektoratu — sytuacja skazana na wywołanie porównania charakterów i umiejętności.
Jednak z dużym prawdopodobieństwem Hontiveros spotka się z frustracją — zarówno jako sędzia, jak i rywalka. Duterte nie podejmuje wyzwań nawet wymagających podstawowej odwagi. Niechętnie pojawia się publicznie, a co dopiero przemawia bez przygotowania. Woli pozostawiać te zadania swoim prawnikom, propagandystom, trolli i sztucznej inteligencji.
Sara Duterte jest bowiem ich wytworem. – Rappler.com
