Prezydent Donald Trump był szeroko wyśmiewany w sobotę, po tym jak pojawiło się nagranie wideo przedstawiające pracowników zrywających jego nazwisko z Kennedy Center w Waszyngtonie – operacja przeprowadzona w środku nocy i za dużą plandeką.
Po tym jak sędzia orzekł, że Kennedy Center nie może zostać przemianowane bez aktu Kongresu, pracownicy w piątek rozpoczęli stawianie rusztowań, aby usunąć nazwisko Trumpa z historycznego budynku. Jednak dopiero o 3:10 rano wczesnym rankiem w sobotę pracownicy faktycznie zaczęli zrywać nazwisko prezydenta, i to za dużą plandeką „najwyraźniej po to, by zasłonić widok znikającego z obiektu nazwiska Trumpa" – podało USA Today.

„Nazwisko Trumpa pojawiło się na Kennedy Center w biały dzień" – napisał w sobotę demokratyczny strateg Jon Cooper w poście w mediach społecznościowych na X, kierując go do ponad 1,3 miliona obserwujących. „Usunięcie go? Pełne rusztowanie plus gigantyczna kurtyna, żeby ukryć upokorzenie przed opinią publiczną. Nic tak nie krzyczy 'silny przywódca', jak zasłanianie teatralnymi kotarami własnego małostkowego odrzucenia. Kruche ego na pełnym pokazie."
Ben Meiselas, współzałożyciel progresywnej organizacji medialnej MeidasTouch, porównał tę dyskretną operację do sposobu, w jaki administracja Trumpa obchodziła się z aktami dotyczącymi Jeffreya Epsteina.
„Zakrywają to jak akta Epsteina" – napisał w poście w mediach społecznościowych na X do ponad 285 000 obserwujących.
W późnych godzinach nocnych w piątek gapiów można było słyszeć skandujących „zdejmij to", gdy pracownicy przygotowywali się do usunięcia nazwiska Trumpa z budynku – wynika z nagrania udostępnionego przez liberalnego influencera Eda Krassenstena. Można ich było również słyszeć buczących, gdy pracownicy zaczęli ustawiać plandeką na miejscu, aby zasłonić usuwanie nazwiska Trumpa przed opinią publiczną – według nagrania wyemitowanego przez MS NOW.
„Ironia tego, że administracja Trumpa twierdzi, iż jest najbardziej przejrzysta w historii, nigdy mi nie umknie. Pracownicy Kennedy Center użyli plandeki, żeby kamery nie mogły zobaczyć usunięcia" – napisał demokratyczny strateg i pisarz Christopher Webb. „To jak zabawa w chowanego z małym dzieckiem: jeśli nie mogą cię zobaczyć, myślą, że ty też ich nie widzisz."


