Jedna z najbliższych sojuszniczek prezydenta Donalda Trumpa, skrajnie prawicowa aktywistka Laura Loomer, przyznała w środę, że najwyraźniej dała się oszukać rosyjskiemu rządowi.
„Kiedy zostałam usunięta z platform i kiedy moje wybory zostały sfałszowane, bo wielkie firmy technologiczne z mediów społecznościowych nie pozwoliły mi korzystać z social mediów, RT zaczęło się do mnie odzywać i zapraszać mnie do swojego programu" – powiedziała Loomer, nawiązując do swojej nieudanej kampanii kongresowej na Florydzie (w sprawie której nie ma żadnych dowodów na oszustwo) oraz rosyjskiej telewizji finansowanej przez państwo. „I mówili: dlaczego nie masz podpisu w RT? Możesz nawet pisać dla RT?"
Loomer twierdzi, że nigdy nie przyjęła pieniędzy od RT, ale doceniała, że pozwolili jej pojawiać się w swojej sieci. Choć interpretowała to wówczas jako przejaw tego, że stacja być może dba „bardziej o wolność słowa niż mój własny kraj", później poczuła się zmanipulowana.
„Teraz, kiedy widzę, jak mówią rzeczy w stylu: musimy denazyfikować Ukrainę i musimy kontynuować naszą brutalną wojnę z Ukrainą, udając przy tym, że są jakimś prawosławnym krajem chrześcijańskim – a tymczasem mordują tysiące, setki tysięcy młodych chrześcijan na Ukrainie – a następnie wspierają prawdziwych neonazistów w Stanach Zjednoczonych Ameryki, klipiąc ich podcasty, to mówię sobie: wow" – powiedziała Loomer. „Daliśmy się nabrać na rosyjską propagandę, i ja dałam się nabrać na rosyjską propagandę. I dlatego, gdy Loomer Unleashed miało okazję wysłać korespondenta za granicę, do Ukrainy, żeby był osadzony na linii frontu i spotkał się z ukraińskimi urzędnikami – a na Konferencji Bezpieczeństwa w Odessie było kilku senatorów USA – i Andrew zapytał mnie, czy zatwierdzę wysłanie korespondenta na Ukrainę, przez chwilę się zastanawiałam i byłam naprawdę niechętna, bo pomyślałam: co ludzie o mnie pomyślą?"
Dodała, że przez tak długi czas była antyukraińska, nie „zdając sobie sprawy, jak – jako konserwatystka, zwolenniczka Trumpa czy po prostu obywatelka Ameryki – byłam emocjonalnie manipulowana przez propagandę w internecie. I czułam się trochę zawstydzona, żeby być szczerą do końca, wysyłając korespondenta za granicę, bo pomyślałam, że ludzie będą mnie atakować i powiedzą, że jestem hipokrytką, że nie będą wyrozumiali i nie dadzą mi szansy na zmianę zdania."
Nie jest to pierwszy przypadek, gdy Loomer ostatnio rozstaje się ze skrajną prawicą Republikanów w kwestiach polityki zagranicznej. W maju argumentowała, że byli zwolennicy Trumpa, tacy jak była kongresmenka Marjorie Taylor Greene (R-GA), Tucker Carlson, Alex Jones i Candace Owens, cierpią na „syndrom izraelskiego obłędu", pozornie obwiniając Izrael za wszystkie problemy świata.
„To jak psychoza. To dosłownie psychoza" – powiedziała Loomer. „To naprawdę jest syndrom izraelskiego obłędu."
Jednocześnie Loomer wywarła ogromny wpływ na amerykańską politykę zagraniczną podczas drugiej administracji Trumpa – między innymi doprowadziła do zwolnienia kluczowych doradców Rady Bezpieczeństwa Narodowego i namawiała prezydenta do wypowiedzenia wojny Iranowi.


