Seria eksplozji rozerwała barkę w stoczni na Staten Island w piątek po południu, zabijając jedną osobę i raniąc 34 strażaków oraz pracowników ratownictwa medycznego w chaotycznej sytuacji kryzysowej, którą burmistrz Zohran Mamdani nazwał „złożoną" i „szybko rozwijającą się".
Pierwsza eksplozja uderzyła w barkę o godzinie 15:25 w Arlington, przemysłowej dzielnicy na północnym wybrzeżu Staten Island, wywołując masową reakcję FDNY – podał „The New York Times". Załogi przybyły na miejsce, gdzie unosił się gęsty dym, i poinformowano je, że dwóch pracowników nie zostało odnalezionych wewnątrz jednostki. Niecałą godzinę później barka eksplodowała ponownie, tym razem gdy strażacy znajdowali się w jej środku, na niej i obok niej, szukając zaginionych pracowników i walcząc z płomieniami. Eksplozja o godzinie 16:19 raniła dziesiątki osób.

Oficer straży pożarnej został przewieziony w stanie krytycznym do Staten Island University Hospital – zaintubowany, ze złamaniem czaszki i urazem mózgu. Kolejny strażak również odniósł poważne obrażenia w wyniku tego, co lekarze opisali jako silną falę energetyczną od wybuchu.
Cywil, który zginął, nie został publicznie zidentyfikowany. Władze potwierdziły, że ofiara nie była strażakiem.
„W miarę jak pożar się rozrastał, ratownicy zrobili to, co zawsze robią" – powiedział Mamdani na konferencji prasowej. „Ruszyli w stronę niebezpieczeństwa, aby inni mogli uciec w bezpieczne miejsce."
Pożar palił się do piątkowej nocy, podczas gdy śledczy czekali na wygaśnięcie płomieni przed rozpoczęciem dochodzenia. Przyczyna pozostaje nieznana.

