W piątek była prokurator generalna Pam Bondi stawiła się przed Komisją Nadzoru i Reform Izby Reprezentantów USA, aby odpowiedzieć na pytania dotyczące błędów Departamentu Sprawiedliwości w prowadzeniu śledztwa w sprawie Jeffreya Epsteina. Od samego początku było jasne, że liczyła na przerzucenie całej winy na swojego następcę, pełniącego obowiązki prokuratora generalnego Todda Blanche'a.
„Jako szefowa dużego Departamentu o szerokim zakresie obowiązków nie kierowałam osobiście każdym aspektem tych działań ani sama nie przeprowadzałam przeglądu dokumentów" – oświadczyła Bondi w swoim przemówieniu otwierającym. „Powierzyłam nadzór nad tym procesem zastępcy prokuratora generalnego Toddowi Blanche'owi."
Komentatorzy polityczni unieśli brwi ze zdziwienia. Jak ujął to republikański publicysta Bill Kristol: „LOL. Bondi wrzuciła Blanche'a pod autobus."
Krytyka śledztwa w sprawie Epsteina i upublicznienia akt prześladuje prezydenta Donalda Trumpa w toku jego drugiej kadencji. Choć ujawnienie prawdy o epsteinowskim „spisku" było jedną z kluczowych obietnic wyborczych Trumpa, gdy już objął urząd, jego administracja opieszale podejmowała działania w tej sprawie, co skłoniło głosy z całego spektrum politycznego do nacisku na upublicznienie akt. Ostatecznie dopiero ustawa Kongresu wymusiła działanie, lecz gdy rząd w końcu opublikował ogromny zbiór danych, wielu skrytykowało wątpliwe redakcje i inne aspekty ujawnienia.
Następnie w kwietniu Bondi została zwolniona, przy czym wielu sugerowało, że jej odwołanie zostało wywołane niezadowoleniem Trumpa z jej prowadzenia sprawy Epsteina lub faktem, że w ogóle dopuściła do upublicznienia akt. Prawdopodobne jest też, że podpadła prezydentowi ze względu na niechęć lub niezdolność do uzyskania aktów oskarżenia przeciwko jego politycznym wrogom.
Zastąpił ją zastępca prokuratora generalnego Todd Blanche, były osobisty prawnik Trumpa. Od czasu swojego awansu Blanche okazał się więcej niż skory do wykonywania brudnej roboty swojego szefa – postawił zarzuty „wieloletniemu wrogowi Trumpa" Jamesowi Comeyowi, ogłosił zarzuty wobec Southern Poverty Law Center i pomógł prezydentowi utworzyć fundusz „antyuzbrojeniowy" o wartości 1,8 miliarda dolarów w ramach ugody z IRS, co wywołało oburzenie całego spektrum politycznego ze względu na stworzenie w istocie „funduszu specjalnego" dla skazanych uczestników zamieszek 6 stycznia. Blanche nie brakuje krytyków za swoje działania, a teraz wygląda na to, że Bondi próbuje wrzucić go pod autobus.
Choć ciosy w plecy nie są rzadkością w polityce, są szczególnie charakterystyczne dla administracji Trumpa. Na początku tego roku, w obliczu publicznego gniewu na brutalne taktyki deportacyjne ICE, była sekretarz ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Kristi Noem i starszy doradca ds. polityki Białego Domu Stephen Miller nie mogli dość szybko znaleźć przysłowiowych autobusów jeden dla drugiego. I sam Trump nie jest obcy pozbywaniu się swoich urzędników, robiąc to wielokrotnie w obu kadencjach. Ostatnio wepchnął pod koła zarówno sekretarza obrony Pete'a Hegsetha, jak i wiceprezydenta JD Vance'a w związku z reakcją na wojnę z Iranem, a zwolnienie Bondi było samo w sobie takim działaniem – próbą przerzucenia winy za powszechnie krytykowane śledztwo w sprawie Epsteina.
Uwikłanie Trumpa w sprawę Epsteina i jego słaba reakcja na nią spowodowały poważne pęknięcia w ruchu MAGA, wywołując konflikty między prezydentem a kluczowymi byłymi sojusznikami, takimi jak była kongresmenka Marjorie Taylor Greene i Alex Jones. Krytyka śledztwa wciągnęła również urzędników Trumpa, takich jak dyrektor FBI Kash Patel, oskarżony o składanie fałszywych zeznań podczas zeznań w tej sprawie, a były zastępca dyrektora FBI Dan Bongino starł się z Bondi w tej sprawie, zanim podał się do dymisji wśród oskarżeń o pomaganie w tuszowaniu sprawy.
